Via Francigena 2015, cz.14 / part 14

SAM_0970
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Sutri – Campagnano di Roma – La Storta

Rankiem opuszczam Sutri,  miasteczko – cacuszko, schodzę w dół ( bo przecież wszystkie te miasteczka usytuowane są na wzgórzach),  mijam antyczny amfiteatr , a właściwie  to co z niego zostało i już mam przed sobą otwartą przestrzeń, która  czeka na takich wędrowców jak ja, aby prowadzić ich do Wiecznego Miasta. Czasami jednak muszę  się przeciskać przez takie tłumy…

SAM_0920                                             Poranny „korek” na drodze   /  Traffic – jam in the morning

Generalnie jednak jest cicho, pusto i zielono wokół mnie.

SAM_0921                                                              Leszczynowe gaje  /  The hazel trees

SAM_0924a                                            Koń jaki jest każdy wie…/   The horse is looking at me , I am looking at him…    

Podążam dalej szlakiem , który wśród krzewów i traw doprowadza mnie po kilku godzinach do czegoś w rodzaju wodopoju z małym basenikiem. Najchętniej bym się w nim wykąpała,  z nieba bowiem leje się upiorny żar, ale woda w basenie  jest brudna,   więc rezygnuję. Niemniej przysiadam na skraju baseniku, aby choć  trochę odpocząć i z lekka ochlapać się wodą.

SAM_0927                                                   Jest  woda… /  Water source

Tuż potem czeka mnie niemiła niespodzianka: ścieżka zagrodzona jest  wielką hałdą  czegoś w rodzaju błota zmieszanego z asfaltem. Nie było rady, musiałam przez to przejść , ale lepiej nie mówić jak wyglądały potem moje buty…

SAM_0929                                                                 błotna przeszkoda…/   a  mud obstacle…

W Campagnano di Roma kieruję się do Centrum Parafialnego, w którym są pokoje dla pielgrzymów.  Po drodze zatrzymuję się w pierwszym  napotkanym sklepie,  aby  kupić coś do picia, bo czuję się wysuszona jak śliwka w Boże Narodzenie. Kupuję wszystko co „mokre” : soki, jogurty itp , oprócz wody, bo ta już mi się wręcz „przelewa”  i zaraz po wyjściu ze sklepu siadam na murku i wypijam   to wszystko – jak leci.

SAM_0949                        Na 2-gim piętrze są pokojowe dla pielgrzymów / The rooms for pilgrims are on the seconf floor

Centrum Parafialne jest czynne od 16-tej, a ja jestem na miejscu ok. 14-tej. Zmęczona , spocona, w brudnych butach, jakże tu czekać niemal 2 godziny ? Dowiedziałam się, że  otwiera je Don Renzo (ksiądz Renzo), którego można zastać  w parafii Kościoła  San Giovanni. No więc idę do niego i proszę  o wcześniejsze otwarcie. I w ten sposób już przed 15-tą zostałam wpuszczona ” na pokoje”.  Biorę prysznic, robię przepierkę, a potem idę do miasteczka , aby je pooglądać i  coś zjeść  . Szukam zawsze miejsca z wi-fi, aby przy okazji  poinformować rodzinkę, gdzie doszłam i że wszystko jest w porządku. SAM_0938Campagnano di Roma – wejście na stare miasto przez Porta Roma /  Porta Roma in Campagnano di Roma

Historia miasta  sięga, oczywiście, wieków przed naszą erą, jako osada etruska, a potem rzymska.  Ufortyfikowany gród  założony został jednak  dopiero w XI w.  Posadowiony na skalistym paśmie górskim, pozostawał niemal nie do zdobycia.  Jest co oglądać, zawsze mnie zachwycają wszelkie „starocie”, a to jakiś wiekowy kościółek, a to artystyczny gzyms na starym budynku, a to jakiś  wyblakły, wiekowy  fresk. Oprócz tego jest  piękny park , ocieniony drzewami i krzewami, słowem jest co zobaczyć i gdzie odpocząć. Sprawdzam też oczywiście  którędy dalej prowadzi szlak do La Storty, tak aby jutro  rano  wyjść  z miasta bez problemu.

Po nocy spędzonej  w wielkim , pustym budynku wyruszam raniutko  w drogę.  Jest 19-ty  maja i  chcę dzisiaj dojść do La Storty, z której   będę miała  niespełna 20 km do Rzymu.

Idę szlakiem i po kilku kilometrach widzę na wzgórzu w oddali, wśród nieprzebranej zieleni wielką budowlę. To Santuario Madonna del Sorbo  ( w wolnym tłumaczeniu ” Jarzębinowa Madonna”). Legenda mówi, że Madonna , której ikona była przybita do jarzębinowego drzewa, objawiła się pastuszkowi i do niego przemówiła. Stąd ta nazwa.

SAM_0954                                                  Santuario Madonna del Sorbo

Wydawało się, że to nie jest bardzo daleko, no i  skoro jest szlak to muszę tam dotrzeć.  No więc idę ochoczo, ale  po jakimś czasie skończyła się droga, a  szlak wskazuje dalej  na teren Parku krajobrazowego ( Parco naturale). Dróżka  przechodzi w wąską, niemal nie przetartą  ścieżynkę, zarośniętą krzakami, kamienistą, a na dodatek schodzącą ostro w dół.  Momentami  przytrzymuję się gałęzi drzew, aby nie upaść. W ten sposób dochodzę do strumyka. Kończą się oznaczenia szlaku, nie widzę żadnej wskazówki, poza kamieniami ułożonymi w wodzie, co wskazuje, że tędy można przejść na drugi brzeg. Więc skaczę po tych kamieniach  ( na ile tylko można skakać z plecakiem na plecach) , jestem na drugim brzegu , ale tu również nie znajduję  najmniejszej oznaki , wskazówki, chociażby w postaci wydeptanej ścieżki. Wszystko ogrodzone jest na dodatek drutem kolczastym. Spędzam w tym miejscu dłuższy czas, próbując  dostrzec cokolwiek. Jest mi coraz mniej przyjemnie,  zaczynam się  czuć absolutnie dyskomfortowo.  Las jest cichy, pusty, nie ma nikogo, kto w razie czego przyszedłby mi z pomocą. Postanawiam zatem wrócić z powrotem, wyjść z tego parku na drogę i tylko modlę się, abym   rozpoznała drzewa,  przy których schodziłam w dół.

SAM_0959                      strumyk i kamienie,  ale gdzie jest szlak ? /  a stream and stones, but where is the trail ?

Na szczęście odnalazłam szlak  powrotny i z ogromną ulgą wyszłam na  drogę, na słońce, na odsłoniętą przestrzeń. To nic, że nadrobię trochę więcej kilometrów, ale czuję się tu bezpieczniej.

Około południa dochodzę do  Formello, które z miejsca mnie zachwyciło. Nieduże, ale z klimatem :  jest kolorowe, pełne kwiatów i zieleni.

SAM_0966                                                                            Formello

Jest tam też  nowo otwarte ostello dla pielgrzymów, ale nie zostanę tu, bo następnego dnia miałabym za dużo do przejścia, a chcę dotrzeć do Rzymu w porze południowej. Odpoczywam  tylko dłużej,  piję kawusię, jem drugie śniadanie i ruszam dalej.

SAM_0968                                                       Nareszcie dochodzę do miasteczka  / At last come to a city

La Storta jest jedną z najmniej ciekawych miejscowości  na mojej drodze. Tak naprawdę to już są głębokie przedmieścia Rzymu. Miasto ciągnie się wzdłuż jednej głównej ulicy , po której nieustannie mkną samochody. Przejście na drugą stronę  graniczy niemal z  cudem: sygnalizacja świetlna jest rzadko usytuowana, a przebiec ulicę w innym miejscu jest niezmiernie trudne. Kiedy po południu wyszłam  na spacer, trzymałam się tylko tej swojej jednej strony ulicy.

Kwateruję się w Klasztorze Suore Poverelle ( Sióstr Ubogich ). Miejsca noclegowe dla pielgrzymów są w osobnym budyneczku; jest bardzo schludnie. Nie ma kuchni, ale to mi akurat nie przeszkadza, ważna jest łazienka. A że jestem sama, więc cały obiekt mam tylko dla siebie. Do tego jest duży ogród, miejsca do wypoczynku, do spokojnego przemyślenia tego co było i tego co jeszcze przede mną.

SAM_0971                                                   Fontanna w ogrodzie /  a fountain in the garden

A w budynku natomiast, od czasu do czasu,  słyszę jakieś dziwne postukiwania, trochę mnie to niepokoi (ech, wyobraźnia pracuje), aż zauważam kartkę z następującym wyjaśnieniem :

SAM_0978czyli , że hałasy są sprawą naturalną i  oznaczają włączanie się  różnych urządzeń ,np. ogrzewania, bojlera itp. Uff, oddycham z ulgą…

Kładę się spać lekko podekscytowana, bo przecież jutro powinnam dojść  Rzymu. Jutro osiągnę cel mojej wędrówki.

 

 

 

 

 

 

2 komentarze do “Via Francigena 2015, cz.14 / part 14

  1. Czytam, czytam i przypominają mi się moje górskie wędrówki na Żywiecczyźnie, gdy szłam jakimś szlakiem po raz pierwszy, gdy się zgubiłam, a tu nikogo, ani żywego ducha, gdy nie mogłam obejść przeszkody na drodze, gdy poznałam na szlaku jakiegoś faceta, który nagle w czasie miłej pogawędki, ni stąd, ni zowąd powiedział mi, że chce się zabić… Na szczęście nie trafiałam na więcej popaprańców czy psychopatów…
    W październiku w Radicofani, gdzieś przy drodze Francigena znaleziono zabitego człowieka, o czym z satysfakcją poinformował mnie „mój włoski kolega”(bo ja raczej nie oglądam TV, a już szczególnie wiadomości) z komentarzem „a nie mówiłem? łazić samemu jest niebezpiecznie i nieodpowiedzialne. A już szczególnie dla kobiet”.
    ja oczywiście się z tym nie zgadzam, ale czasami przypomina mi się ten jak to określiłaś „dyskomfort” i czasami strach. Ale żyję, wszystko dobrze się skończyło :)
    Salutuję :)

    • Wiollu, wtedy po raz pierwszy poczułam tą właśnie niepewność i lekkie uczucie strachu… wydawało mi się to nieco nieracjonalne, ale zbyt kocham życie, abym ryzykowała przesadnie… Dlatego postanowiłam się wycofać.Przygoda musi dostarczać przyjemności, bo inaczej nie jest przygodą.
      Mille baci – T.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>