Camino del Norte – 2015 /1

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Rok 2015  był dla mnie bardzo intensywny. Z roku na rok planuję dla siebie coraz więcej wyzwań, tak jak bym chciała nadrobić  czas, kiedy nie danym mi było wyjeżdżać ani na  długo, ani daleko. Pokochałam ten sposób życia, pokochałam moje wyprawy , w których nic nie jest wiadome poza tym skąd i kiedy wyruszę. Resztę układa życie w miarę sił i środków…

20 maja, po przejściu  szlaku Via Francigena we Włoszech, doszłam do Rzymu  ( o tej wyprawie można poczytać we wcześniejszych wpisach na moim blogu). Kilka dni radości i satysfakcji, odpoczynku od plecaka, nacieszenia się rodziną, z którą zwiedzam Wieczne Miasto oraz bliższe i dalsze jego  okolice, po czym 29-go maja wsiadam w samolot lecący do  Santander ( Hiszpania), aby tam  rozpocząć kolejny szlak, kolejną pielgrzymkową przygodę.

Santander to miasto i port nad Zatoką Biskajską,  stolica Kantabrii, przez który przebiega szlak Camino del Norte.  Za panowania Rzymian była to  osada  zwana Portus Victoriae Juliobrigensium, a w  III w. n.e.  zmieniono nazwę na obecną, która wywodzi się od Santo Emeterio ( Świętego Emeterio).  Z trudem znajduję  albergue ( schronisko dla pielgrzymów), ale uśmiech i życzliwość dwójki  hospitaleros  wynagrodzają mi wszelkie trudy. Nie ma dużo ludzi, więc wybieram pokój, w którym śpię sama. Taki mały komforcik, na dobry początek.   Poznaję Sylwię, Kanadyjkę, która też tu rozpoczyna swoje camino. To jej pierwsza wyprawa, trochę mnie wypytuje o szczegóły, po czym dochodzi do wniosku, że chyba ma za dużo rzeczy, więc  postanawia, że rano pójdzie na pocztę i część bagażu wyśle do domu. Ech, chyba wszyscy to przerabiają na swoim pierwszym camino…

SAM_1209                           Santander – gotycka Katedra z XIII w. w ostatnich promieniach słońca ( jest 20.55) /    Gothic Cathedral , 13-th century

30 maja  , rankiem , wyruszam na szlak. Na początek długie kilometry przez miasto,ale nie narzekam, bo  jest ono naprawdę urokliwe. Ruch nie za wielki, to wczesna pora, poza tym sobota. Hiszpania budzi się nieco później, niemniej  otwartych jest już  kilka barów, więc z radością wstępuję na poranną kawusię. Jestem fanką kawy,  bez niej prawie nie egzystuję, a na dodatek  w Hiszpanii i w Italii  kawa jest po prostu wyśmienita. Nie sposób jej się oprzeć.

SAM_1211                                          Oznakowanie szlaku w Santander   /  rout marking in the city

A potem wychodzę już na otwarte przestrzenie i chłonę całą sobą piękne krajobrazy. Chciałoby się powiedzieć, że nareszcie  Hiszpania. Włochy są piękne, Toskania cudowna, ale to tu w Hiszpanii, czuję się prawie jak w domu.  Pogoda dopisuje, trochę chmur ale i  słoneczka, jakkolwiek jeszcze nie upalnie. Na dzisiaj zaplanowałam krótki odcinek do  Boo de Pielagos ( ok. 15 km), tak aby w miarę płynnie nabierać kondycji.

SAM_1225a                                                                                         Już niedaleko…    / already close…

W Boo jest prywatne albergue, wprawdzie droższe od tych municypalnych, ale  warunki są wyśmienite. Boo to malutka mieścinka, wioska właściwie: jeden mały kościółek, jeden sklep  i  bar, niestety nieczynny. Żeby napić się kawy idę spacerkiem do następnej wioski. Jest upalnie, ale bez plecaka i w wygodnych sandałkach idzie mi się doskonale. Po południu  do albergue  przychodzą kolejni  ludzi: są  Hiszpanie, Włosi, Francuzi  i ja jedyna kobieta -  Polka.  Hiszpan Juan  jest kucharzem z zamiłowania i  kiedy tylko może, gotuje dla wszystkich kolację. Skusiłam się i ja na ten wspólny wieczorny posiłek, bo wspaniałe zapachy  niosły się po całym budynku. Jeszcze kilka razy spotkam go na szlaku  , jak również przyjmę go na Monte do Gozo już jako „hospitalera” , ale nie uprzedzajmy faktów…

SAM_1236a                                                                                     Kościółek w Boo / Church in Boo

Następnego dnia po śniadaniu  wyruszamy na szlak. W drodze szybko się rozdzielamy, jedni idą szosą  ( potem doczytałam w przewodniku, że to krótsza droga), a ja  i dwoje innych pielgrzymów idziemy zgodnie ze strzałkami, które prowadzą nas przez małe, mniejsze i malutkie   wioski.  Tych dwoje to Francuzi, a ponieważ mój francuski ogranicza się do kilku podstawowych słówek  (podobnie jak ich angielski), więc praktycznie mamy zero  konwersacji…

Widoki  są piękne; ze wzgórz można podziwiać  porozrzucane  wśród zieleni wioski i   wijące się wśród nich  ścieżki, dróżki. Gdzieś w oddali dojrzeć nawet można zatoki morskie…

SAM_1246a

SAM_1251a

A potem  dochodzi się do żwirowej drogi  i przez kilka kilometrów idzie się wzdłuż rurociągów. Po lewej  są jakieś zabudowania fabryczne, a po prawej  niekończący się sznur rur…

Jest południe, więc  znowu robi się upalnie,  maszeruję coraz wolniej i coraz częściej robię krótkie przerwy, aby moje stopy odpoczęły ( tak jak zwykle dokucza mi straszne pieczenie w podstopiach).

Wreszcie dochodzę do  Santillana del Mar  i urok tego miasteczka wynagradza mi cały trud. Jest niedziela,  odbywa się jakaś fiesta , jak to w Hiszpanii. Na ulicach  spacerują tłumnie  mieszkańcy i turyści. Miasteczko jest bardzo urokliwe, ze starymi zabudowaniami, wąskimi , brukowanymi uliczkami. Czuję się tak, jak by wehikuł czasu  przeniósł mnie nagle   do średniowiecza i niemal słyszę tętent koni i szczęk rycerskiej zbroi… Wsiąkam bez reszty  w tą atmosferę … I tylko ten   kolorowy tłum, który otacza mnie ze wszystkich stron, zdaje mi się jakimś dysonansem , czymś co nie bardzo pasuje do  tego miejsca i tego czasu.

Na końcu jednej z głównych ulic znajduje się XII – wieczna  Kolegiata Santa Juliana( Św. Juliany), od której miasto wzięło swoją nazwę.  Ta piękna budowla, jak i inne okazałe domy i dworki,   zbudowana jest z kamienia w kolorze złota (ochry) i to też dodatkowo przydaje temu miastu ciepłego i wykwintnego kolorytu.

SAM_1269a                                      Uliczka, na końcu której jest okazała Kolegiata   /  an  alley with the Collegiate in the background

Po pierwszych zachwytach  przypominam sobie o zmęczeniu i szukam albergue, co wcale nie było takie proste. Kiedy go wreszcie znajduję, okazuje  się , że jest otwierane dosyć późno i nie cieszy się najlepszą opinią. Pani z informacji turystycznej poleciła mi  hotel, w którym jest wydzielona część dla pielgrzymów i z tego skorzystałam. Pokój jest  na 6 łóżek, ma  dużą , dobrze wyposażoną łazienką.  Jest też do dyspozycji zaciszny ogród, w którym można spokojnie odpocząć. Do hotelu tego trafia też  na nocleg Birgid ( Austriaczka, którą poznałam w drodze) i dwójka Francuzów, z którymi dzisiaj zaczynałam wędrówkę.

SAM_1285a                                                                                                         Santillana del Mar

Wieczorem się rozpadało, ciekawe jaki będzie jutrzejszy dzień…

cdn

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 komentarze do “Camino del Norte – 2015 /1

  1. Nareszcie! Bo stęskniłam się za Twoimi opowieściami z Dróg Pielgrzyma.
    Pierwszy etap roku i pierwszy etap nowej drogi jako nowa opowieść – bardzo zdrowe podejście :)
    Twoje zdjęcia mnie zachwyciły. Byłoby móc cudownie zobaczyć miejsca z tych fotografii w rzeczywistości. Tak, patrząc na nie zaczynam o tym marzyć…
    Cudowności na Nowy Rok

  2. Wiollu, masz szczególny dar inspirowania do działania ! A w ogóle to miło jest usłyszeć, że ktoś czekał na te moje opowieści.
    Widoki były wspaniałe, zupełnie inne niż w Italii, bardziej pełne grozy, surowe, czasem nieprzyzwoicie dziewicze, ale pozostają w oczach na długo…
    Dziękuję i życzę pomyślności Wiollu, w tym wszystkim, o czym rozmawiałyśmy i nie tylko…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>