Camino del Norte 2015/ part 3

SAM_1365
0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Sordio -LLanes

To chyba nie była dobra noc:   ktoś  chrapał, ktoś przyszedł zbyt  późno, ktoś głośno wstawał, ktoś włączał telefon… A kiedy nie mogę  spać, wracają wspomnienia  i  rozsiadają się w mojej głowie jak czarne kruki na bezlistnej gałęzi… I trwa nieustanny taniec  w rytm starych , zdartych płyt  i w żaden sposób nie mogę ich zatrzymać…Po takiej nocy jestem totalnie „wymięta” , opadają mi skrzydła i zastanawiam się jak długo jeszcze  niepotrzebne wspomnienia będą się panoszyć w mojej głowie.  I czasem dochodzę do schizofrenicznych myśli, że Alzheimer  nie jest wcale taki  zły, bo pozwala przynajmniej  zapomnieć.  A jak mawiał E.Hemingway „Szczęście to po prostu dobre zdrowie i zła pamięć”. Z tym pierwszym nie mam dużego problemu, a do tego drugiego chyba zbliżam się już wielkimi krokami…

Wstaję rano pierwsza i pierwsza wyruszam na szlak. Droga zaczyna się   bardzo przyjemnie;  szlak  w większości prowadzi leśnymi, cichymi duktami  i krętymi dróżkami górskimi o minimalnym ruchu, co  pozwala na absolutne wyciszenie się i na kontemplowanie  drogi z  dala od  szumu cywilizacyjnego. Lubię takie wczesne poranki,  lubię obserwować  i przyswajać ten czas kiedy natura budzi się ze snu , oznajmiając swoją gotowość do działania  aromatami kwiatów, brzęczeniem owadów, słodkimi trelami ptaków. Niczego więcej mi nie potrzeba poza tą radosną, poranną  ciszą… No może przydałby się jakiś bar, bo żołądek już bardzo się upomina o cośkolwiek …

2015-06-03 08.07.24                                       Kocham takie klimaty…   / I  love this kind of nature

Po ok. 2 godz. dochodzę do miasteczka Unquera, na przedmieściach którego pałaszuję śniadanko, a potem przekraczam most nad rzeką Deva  i w ten sposób wchodzę do Asturii , która jest wspólnotą autonomiczną i kolejną prowincją Hiszpanii.

SAM_1347a                      Unquera, most nad rzeką Deva  / the bridge over Deva’s river

Asturia wraz z  Kantabrią, Galicją i Krajem Basków zwana jest  „Zieloną Hiszpanią” ( Espańa Verde), bo częściej możemy się spodziewać tu deszczu niż słońca. Za mostem droga wiedzie co  nieco pod górę  więc, żeby nie narzekać na trudy wspinaczki,  śpiewam sobie starą piosenkę  o Asturii , która to  aktualnie jest hymnem Asturii :

Asturio – ziemio mych młodych lat
Asturio – ziemio jedyna
Do ziemi mojej powrócić chcę
I wrócę – jeśli nie zginę

Wrócę i wejdę na drzewo
I zerwę kwiat pełen rosy
I dam go mojej czarnulce
Aby go wpięła we włosy!

( ech, kto to jeszcze  pamięta?)

Szlak prowadzi ładnymi drogami; chociaż po pierwszym , spokojnym odcinku i minięciu miejscowości Unquerii i Colombres wchodzę w bardziej urbanistyczne klimaty . To pnę się to w grę , to schodzę w dół, a nade mną , wysoko w górze wiodą nitki autostrad, po których gnają rozpędzone bolidy. Zastanawiam się komu jest lepiej : mnie, która pokonuje mozolnie każdy metr , każdy kilometr drogi, patrząc, obserwując, konotując wszystko to co wokół mnie, czy też im , tym mknącym wyżej, którym kilometry zlewają się w jeden melanż z przebytej drogi.  Nie ma na to dobrej odpowiedzi, wszystko zależy od tego , czego aktualnie potrzebujemy, czego oczekujemy i czym rozporządzamy.

SAM_1356a                           Tak patrzę z dołu na autostrady / The highway seen by a walker

Po 19  km dochodzę do małej mieścinki Pendueles, w której jest albergue dla pielgrzymów, ale jakoś mnie ono nie zachwyca.  Spotykam tam moje trzy Francuzki; zjadamy wspólnie lunch ( obiad) i postanawiamy iść dalej , jeszcze ponad 14  do miasta Llanes. Nie próbuję się nawet dzisiaj zastanawiać  czy była to dobra decyzja czy też nie. Wszystko się dzieje bowiem z woli Wszechświata; widać tak  miało być. Nie poczekałam na moje Francuzeczki, postanowiłam wyjść wcześniej, bo wydawało mi się , że  szlak jest  dobrze oznakowany i dam sobie swobodnie radę. Umówiłyśmy się na spotkanie w Llanes, po czym wyruszyłam na szlak.  Coś jednak musiałam przegapić, nie zauważyć, bo po jakimś czasie oznakowanie szlaku zupełnie się zmieniło. Nie było możliwości , aby się cofnąć; kto wędrował piechotą ten wie ile kosztuje wysiłku wracanie się , cofanie. Idzie się naprzód, bo przecież każda droga musi gdzieś doprowadzić.

A mnie prowadzi ona wybrzeżem morza, leśnymi, bezludnymi duktami. Tracę orientację, tracę nadzieję, już zupełnie nie wiem gdzie jestem. Skończyły się jakiekolwiek oznaczenia drogi, więc idę tak ” na wyczucie”.

SAM_1363                                     kilometry przez pusty las  / long road through an  empty forest

SAM_1365   Mostek dla max 20 osób… jak dobrze, że szłam sama…  / a little bridge for a max of   20 persons

Pocieszam się jedynie, że to już czerwiec, a więc mam długi dzień do dyspozycji, zanim zapadnie zmierzch. W międzyczasie zrobiło się dosyć zimno  i  wietrznie. To na tej drodze miałam momenty zwątpienia, zabrakło mi jasnych drogowskazów: gdzie ja idę i po co, dokąd mnie to zaprowadzi… Wiedziałam tylko, że muszę trzymać się z grubsza wybrzeża i w ten sposób powinnam kiedyś dotrzeć na miejsce.

Kiedy wreszcie dotarłam na miejsce miałam serdecznie dosyć wszystkiego. Jest późne popołudnie, wszystko jest przepełnione, bo to znane miasteczko turystyczne.  Na szczęście spotykam Sylwi, która jest biegła w j. hiszpańskim i wspólnie szukamy możliwości spędzenia noclegu, wykluczając jedynie  bardzo  drogie hotele,  w miasteczku tym nie ma bowiem albergue  dla pielgrzymów. Znajdujemy jeden sensowny hotel i na tę noc zanurzamy się w luksusie : pokój dwuosobowy, łazienka z wszelkimi wygodami, cisza i spokój. Cena nie najmniejsza, ale czasem nie ma się wyboru…  Nareszcie można wziąć porządną kąpiel i  umyć włosy. Tuż za oknami szumi wzburzone morze, pogoda zrobiła się wietrzna i sztormowa.  Idziemy  jednak  na  krótki spacer do miasta , bo jest śliczniutkie,  kupujemy też  coś do zjedzenia .

SAM_1366a                                        Sylwi zrobiła mi zdjęcie   /    Sylwi took mi this photo

A potem odpoczywamy . To był ciężki dzień. Według przewodnika etap ten liczy ok. 33 km, ale ile dołożyłam sobie więcej, tego już się nie dowiem… A wszystko to po nieprzespanej nocy. Sylwi z kolei ma stopy niemal całe w pęcherzach. Spędzamy zatem wieczór w hotelu  i pleplamy o wszystkim o czym się da.  Sylwii jest nader ciekawa i wypytuje mnie o moje życie, moje wędrówki, moje plany. W pewnym momencie mówi   żartem : ” jak ja Ciebie nienawidzę, jesteś dużo ode mnie starsza, a masz tyle siły , energii i pozytywnego nastawienia do świata”.

No cóż, trochę mi to pochlebiło, więc nie protestuję 8-)

cdn.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>