Camino del Norte 2015, cz.4 /part4

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Llanes – Cuerres  – La Isla , czyli kolejne dwa dni na Camino

Wczorajszy etap, nieco dla mnie przydługi, na dodatek poprzedzony nie przespaną nocą  dał znać dzisiejszym zmęczeniem. Pogoda jest adekwatna do mojego nastroju :  pochmurna, mglista, wietrzna…

Natomiast widoki są piękne, takie niesamowicie malownicze jak na obrazach najlepszych  mistrzów pędzla : pagórkowate wzniesienia, skaliste wybrzeża, dołem spienione morze , a wszystko to spowite  mgłą, przydającą tajemniczości… Gdybym miała czas  i talent, usiadłabym gdzieś na szlaku i uwieczniała pędzlem te uroczo dzikie krajobrazy. Niestety,  mogę jedynie zrobić zdjęcie zwykłym aparatem, które jednak zupełnie nie oddaje  atmosfery tych miejsc. Zdjęcie jest płaskie, pozbawione uczucia, które malarz wkłada w swój obraz.

2015-06-04 08.23.44                                                 Bezludzie, mgła i pielgrzymi   /   Wildness, fog and pilgrims

Po ok. 2 godz. marszu nerwowo wypatruję jakiegoś baru. Jestem w   Barro, malutkiej wiosce, niestety   bar jest zamknięty. Ktoś z uczynnych mieszkańców  informuje mnie, że niedaleko jest hotel i tam mogę się napić kawy.  Trzeba było troszkę zboczyć z trasy, ale czego się nie robi dla kawusi. Barman wypytuje mnie skąd jestem, po czym  z radością informuje, że zna Polskę, był m.in. w Łodzi. Od razu też  zajmuje się moim plecakiem, prowadzi do najlepszego ( wg niego) stolika, a potem jeszcze przynosi mi do kawy czekoladki i ciasteczka.  Chyba  zachował bardzo miłe wspomnienia z Polski…Nie śmiałam odmówić, bo przecież nie lubię słodkości  ale czułam, że sprawiłabym mu przykrość. Kawusia była wspaniała , zjadłam zatem jedno  ciastko, resztę chowając do plecaka ” na potem”.

A potem dalej w drogę, która wije się to bliżej, to dalej od oceanu,  prowadząc przez spokojne wioseczki, przez lasy, łąki.

SAM_1395                                           To już 7 godzin   na szlaku   /  already 7 hours on the road

I tak doszłam do malutkiej osady Cuerres, w której znajduje się równie malutkie albergue prywatne,  na 8 miejsc, a   prowadzone jest przez niemieckie małżeństwo  Brigitte i Manfreda. Albergue nazywa się Casa Belen i kiedy to zobaczyłam wiedziałam, że na pewno nie pójdę dalej.

2015-06-04 15.37.39ab                                                 Casa Belem – cudowne miejsce   / Casa Belem  – lovely place

Myślę, że było to jedno z najlepszych ( albo i najlepsze) miejsce na  szlaku. Jest cisza i spokój, gospodarze niezmiernie sympatyczni i całym sercem oddani przybywającym pielgrzymom.  Na miejscu spotykam Juana (Hiszpana), z którym zetknęłam się drugiego dnia wędrówki ( w Boo) , a tuż po mnie przychodzą moje znajome 3 Francuzeczki.  Jest jeszcze Amerykanin ( nie pamiętam imienia)  i Miriam, młoda Niemka, z którą dzisiaj mijałam się w drodze.  Juan przynosi mi wodę z solą, abym pomoczyła moje obolałe stopki, a Francuzki gotują gulasz warzywny  „ratatouille”, czyli ratatui. Zapach  niesie się  boski. Kolację bowiem przyrządzamy sami z tego, co znajduje się na stanie w lodówce. Juan robi sałatkę, a Manfred hiszpańską tortillę.  My z Miriam  nakrywamy do stołu i ozdabiamy  nakrycia fantazyjnie poskładanymi serwetkami w kształcie kwiatów. Atmosfera jest przednia.

2015-06-04 18.46.22                                             Stół nakryty do kolacji  / the table is ready for dinner

Wieczorem umawiam się z Francuzkami, że jutro dojdziemy do miejscowości La Isla, tj ok. 27 km  i tam przenocujemy.  Te trzy Francuski, które przewijają się w mojej opowieści  to panie mniej więcej w moim wieku, niezwykle żywiołowe, energiczne,  sympatyczne i zawsze uśmiechnięte.   Brigitte, Michele i Jacquiline. Po raz pierwszy odczuwam tak wielki żal, że nie dane mi jest mówić po   francusku.  Brigitte zna parę słów angielskich , tak jak ja znam parę słówek francuskich,  trochę wspomagamy się hiszpańskim, ale to za  mało, aby prowadzić jakieś „głębsze” rozmowy, niemniej  jest nam ze sobą bardzo miło. Z tego co mi opowiedziały, to już od kilku lat wędrują zawsze razem. Są doskonale zorganizowane :  Brigitte ustala harmonogram, opracowuje trasy i prowadzi  zgodnie z przewodnikiem,  Michelle  ma funkcję skarbnika czyli  dba o finanse,   a Jacquiline  jest sekretarzem  czyli spisuje wszystko to co się każdego dnia wydarza.  Poza tym dysponują niemal jednakową kondycją, tak że zawsze maszerują równo, jak trzej muszkieterowie.

 Ranek wita nas deszczem. Niebo zaciągnięte po horyzont. Naciągam pelerynę i w drogę.

2015-06-05 20.06.10a                                              Poranne mgły nad kotliną  /    Morning fog  over valley

Pierwsze kilometry idę sama, Francuzki wyszły nieco później. Spotykamy się po 7 km w miasteczku Ribadisela i dalszą drogę już pokonujemy razem. Dziękuję Bogu, bo mnie skończył się przewodnik, szlak nie jest zbyt dobrze oznakowany , więc teraz drepczę  za nimi.

Tu małe wyjaśnienie : skończył mi się przewodnik, który miałam wydrukowany, dysponuję natomiast  plikiem zapisanym w telefonie, ale na szlaku nie ma wi-fi, więc  nie bardzo mogę sprawdzać na bieżąco jak mam iść.

Cały dzień towarzyszy nam deszczyk, raz pada mocniej raz mniej, ale wilgoć jest wszędzie.

SAM_1403                                           Tego dnia, gdzieś na szlaku….   /  This day , somewhere on the road…

Albergue w La Isla dysponuje tylko jedną sypialnią  i  szybko się zapełnia.  To dziwne, na szlaku nie widać tyle osób. Noc nie należała zatem do najspokojniejszych: tyle oddechów, chrapania, zaduch… No cóż, nigdy nie wiemy, jak będzie wyglądało kolejne miejsce…

Przed zaśnięciem robię krótki rachunek : jest 5 czerwca, a więc mija mi równo tydzień wędrówki na tym szlaku. Zgodnie z przewodnikiem pokonałam ok. 155 km ( nie licząc moich „błądzeń”), do Santiago  mam jeszcze ok. 380 km.

Jak będzie dalej ?

cdn.

3 komentarze do “Camino del Norte 2015, cz.4 /part4

  1. Wiollu, nie kuś… Wiesz, że mam „fioła” na punkcie Italii, a Toskanii w szczególności, więc nie trzeba mnie długo namawiać na wyskok w tamte strony…
    Wszystko tam jest cudne !

  2. Czeeeść:), sąsiadko…:) Pojęcia nie miałam, że prowadzisz blog, boś skromna:) Piszę tu, bo po serwisie telefonu nie mam wielu nrów tel, Twojego też:) Znów w drodze jesteś? Powodzenia zatem!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>